Tylko nie bądź grzeczna, czas na zmiany. Era niezależnych kobiet.
Jak byłaś wychowywana? Na grzeczną czy nie? Czy rodzice
powtarzali Ci „bądź grzeczną dziewczyną”? Mam nadzieję, że nie. Mi niestety
tak. Urodziłam się w latach dziewięćdziesiątych więc wydawałoby się, że
stosunkowo niedawno jednak i ja zostałam wychowana na grzeczną. Miałam siedzieć cicho, być miła i posłuszna. Konsekwencje takiego wychowania ścigają mnie do dziś.
Bardzo ciężko mi wypracować w sobie zdrowy egoizm. Pozwalam sobie już na niego
jednak często nie obchodzi się bez poczucia winy. Niby wiem, że należy mi się
odpoczynek, czas dla siebie. Mogę mieć gorszy dzień lub zwyczajnie walczyć o
swoje zdanie jednak poczucie winy i tak przychodzi.
Może kiedyś pójdę na terapię. Póki co sama staram się nad
sobą pracować. Wiem, że tylko tak mogę przeżyć życie bez poczucia winy. Może
kiedyś uda się go pozbyć. Nie chcę zmienić się w gderliwą matkę, która wszelkie
swoje nieszczęścia przerzuci na swoje dzieci. Nie chcę by coś musiały bo je urodziłam,
przewijałam, wychowałam. Rodzicielstwo to wybór i uważam, że dorośli ponoszą
odpowiedzialność za swoje decyzje. Jedynym obowiązkiem jest miłość. I to nie
dzieci do rodziców ale działa to w dwie strony. Nie chcę być kolejną styraną życiem
matką Polką. Czas skończyć z tą martyrologią. Nie dawajmy z siebie więcej niż możemy i
chcemy, nie za wszelką cenę. Jeśli damy za dużo, to za wiele będziemy wymagać w
zamian.
Poświęciłam ci całe
życie, najlepsze lata a ty… ile razy to słyszeliście?
Nie chodzi o to żeby dawać po to żeby coś uzyskać. Dawajmy Tyle
żeby potem nie wymagać nic w zamian. Kochajmy i dawajmy w imię miłości a nie
przyszłych korzyści.
Jeśli dajemy to nie po to żeby podbudować swoje ego.
A przynajmniej niech to nie będzie główny cel. Dzieci szczęśliwych i spełnionych matek są szczęśliwsze. Wiedzą, że jak dorosną też mogą takie być. Szczęśliwe i spełnione. Bez wyrzutów sumienia.
A przynajmniej niech to nie będzie główny cel. Dzieci szczęśliwych i spełnionych matek są szczęśliwsze. Wiedzą, że jak dorosną też mogą takie być. Szczęśliwe i spełnione. Bez wyrzutów sumienia.
Pozwólmy na to. Sobie. I kolejnym pokoleniom.
Nie mam dzieci i nie planuję, ale choć nie jest to moja tematyka, to uważam, że bije od ciebie bardzo zdrowe i rozsądne podejście do tego tematu - odrobina egoizmu jest zdrowa, bo sprawia, że nie zatracamy siebie, a takie nadmierne poświęcenie rzeczywiście często prowadzi do zepsucia relacji.
OdpowiedzUsuńMasz trochę racji w tym co piszesz. Ja wychowałam się w latach 80-tych, gdzie dzieci chodziły jak w zegarkach :)
OdpowiedzUsuńKażdy z nas jest tylko człowiekiem, mamy prawo do gorszego dnia, zmęczenia. Nie można od nikogo wymagać, że będzie działał ponad własne siły.
OdpowiedzUsuńMi powtarzali to samo jednak ze względu na moją upartość nie dałam sobie wmówić tego, że mam być posłuszna i zawsze szłam po swoje :)
OdpowiedzUsuńI tak trzymaj :)
UsuńBardzo ciekawie to wygląda, jesteśmy u Ciebie po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Bardzo ciekawy temat poruszyłaś.
OdpowiedzUsuńJejku początek wpisu spokojnie mogłabym napisać sama. Byłam wychowywana na grzeczną może dlatego w pewnym momencie byłam taka niegrzeczna. Teraz się już uspokoiłam i doszłam do wniosku, że jak we wszystkim trzeba znaleźć zdrowy złoty środek:)
OdpowiedzUsuńZgadzam się w 100%
UsuńDzieci też biorą z nas przykład, a więc bądźmy szczęśliwi :)
OdpowiedzUsuńTez tak myślę :)
Usuń