Rachunek zysków i strat



Kilka miesięcy mnie tu nie było, od kilku jestem żoną.Czy to jest jakoś powiązane? Niekoniecznie. Praca, duża awaria komputera i kilka trudnych sytuacji życiowych doprowadziło do tego. Nie będę się tłumaczyć, usprawiedliwiać. W całej rozciągłości to moja wina. Dziś jednak nie o tym. Chcę Wam opowiedzieć o moim bilansie ostatniego roku. 
Zwykle podsumowania robię na koniec roku, po urodzinach, świętach itp. Tym razem będzie inaczej. Opowiadam Wam o tym jaka jestem szczęśliwa, o swoim weselu jednak nie wspomniałam o ciemnej stronie ślubu. I nie będę mówić ile to kosztuje, ile to trzeba się nabiegać i na załatwiać itd. Dziś opowiem Wam o ludziach. O relacjach. Niekoniecznie o tych, które są moje. Wgłębię się nieco w kilka znanych mi przypadków. 
Planowanie ślubu to też układanie listy gości, myślenie o tym kogo się zaprosi, kogo nie, kto ni przyjdzie ale wypada zaprosić i kogo by się chciało ale to przekracza budżet. Nie mówię o tych bajkowych weselach, za które płacą rodzice i może być i 300 gości. Zejdźmy na ziemię. Przyjmijmy, że większość kosztów poniosą młodzi. Nie zawsze zaprosicie wtedy koleżanki z podstawówki bo jak jedną to i drugą, jak drugą to i trzecią... Nikogo nie należy wyróżniać i tak zbierze się pięćdziesiąt osób... Dalekie ciocie, lub bliskie ale takie, z którymi nic Cię nie łączy albo o zgrozo, ty nielubiane. Rodzice pewnie będą się wtrącać a jakże. Jednak czyj to dzień? Czy całe życie mamy robić coś bo tak wypada? Ja zdecydowanie odrzuciłam tą wersję. Dzień ślubu to taki dzień, który powinny z Tobą dzielić tylko osoby bliskie. Może nie zawsze mogą. Tym bym wybaczyła. Nigdy nie byłam rozkapryszoną panną młodą, która żąda wypasionego wieczoru panieńskiego gdzieś w kurorcie. Wcale go nie miałam bo nie było czasu, sama nie lubię takich imprez a moje najbliższe koleżanki mieszkały za daleko.
Jednak do meritum: nie zdziw się jeśli w okolicach ślubu, po nim kilka bliskich osób zniknie z Twojego życia. Może sama stwierdzisz, że czas rozprawić się z toksycznymi ludźmi, może sami odejdą, gdy zobaczą Twoje szczęście. Bo takie osoby trudniej kontrolować, nie można się pocieszać, że mają gorzej itp. Nie oszukujmy się - niektórzy są z Tobą bo masz gorzej i podbudowują sobie tym swoje ego. Inni mogą nie zrozumieć, że chcesz przez swoje życie iść po swojemu i niekoniecznie zrobisz dla nich wszystko, spełnisz każdą zachciankę... Czas w końcu pomyśleć o sobie i swoim związku. Mamy będą się buntować bo będziecie mieć mniej czasu. Teraz jest ktoś ważniejszy. I dopóki nie pojawi się mały człowieczek już tak będzie. Póki co musicie pielęgnować swoją miłość.
A jak to było ze mną? Małe wesele i ograniczony budżet nie pozwoliły na zaproszenie wszystkich. Jesteśmy na dorobku, zbieramy na wkład jak wiele młodych małżeństw. Nie zaprosiłam wszystkich koleżanek jedynie w ramach rewizyty. Jedna się nie pojawiła bo obraziła się, że nie zaprosiłam drugiej. Nikt nie pomyślał, że nie stać mnie było na zapewnienie noclegu dla kilku kolejnych osób, a uważam że jeśli kogoś zapraszam i ta osoba mieszka daleko to czuję się obligowana do zapłacenia za noclegi itp.  Inna bliska osoba odeszła kilka miesięcy wcześniej w najtrudniejszym momencie. 
Nie zawsze jesteśmy w stanie zadowolić każdego jednak nie oceniajmy dopóki nie znajdziemy się w czyjejś skórze. Nie zawsze chodzi o to co się mówi, czasem istotniejsze jest to co niedopowiedziane. 
Czy czegoś żałuję?
W sumie nie bo uważam, że każda relacja nas czegoś uczy. Czasem ciężko pogodzić się, że nasze drogi się rozchodzą jednak nie zapominajmy iż życie to ciągła zmiana. Być może ja teraźniejsza nie pasuję do osób, które są inne niż kiedyś. Ewoluowaliśmy ale w zupełnie innych kierunkach. Fajnie, że daliśmy sobie kiedyś coś miłego i ważnego. Podnieśmy głowy i ruszmy przed siebie. Jeżeli nasze drogi znów się skrzyżują zachowajmy się jakbyśmy nie widzieli się od dawna jednak bez uraz i wyrzutów. Cześć, co u Ciebie, wystarczy.

Komentarze

  1. Ja też eż mialam skromne wesele , głównie rodziną najbliższa. Koleżanek nie prosiłam, bo potem by była obraza, że tą prosiłam a tamtej nie. I tak dużo nas to kosztowało. Teściowa przyszła już się zaczęła wtrącać przed ślubem więc wiedziałam co mnie czeka po ślubie. Do dziś traktuje ją z dystansem bo jest wścibska i nachalna. Nikogo nie pyta o zdanie i wlazł Ci w życie z butami. Również zrobiłam bilans ze znajomości z różnymi koleżankami. W końcu nauczyłam się nie przejmować wszystkimi którzy mnie olewają. Zwyczajnie z dystansem. Albo mnie ktoś akceptuje taka jaką jestem albo żegnam. Nikt nie będzie mnie poprawiał ani mówił jaka mam być żeby pasować do innych.

    Pozdrawiam i życzę szczęścia z całego serca!!! Spóźnione ale szczere

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana czuję, że mam dokładnie takie same doświadczenia. Niczego nie żałuję. Szczęścia życzę :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty