Kraina wiecznej zadumy
Początek listopada to dość szary,
ponury i smutny czas. Przynajmniej ja mam takie skojarzenia z czasów
dzieciństwa. Pamiętam wielogodzinne pielgrzymki od grobu do grobu wśród ogólnej
martwoty. Było zwykle zimno i ponuro. Zawsze wracałam do domu zmarznięta,
ciesząc się że kolejny taki wypad dopiero za rok. Moja babcia nie żyła i zwykle
na jej grobie spędzaliśmy najwięcej czasu. Tam spotykaliśmy członków dalszej i
bliższej rodziny. Czasem znałam ich głównie dzięki tym listopadowym świętom. Pogoda
była słaba i cieszyłam się jeśli nie lał deszcz lub nie sypał śnieg. Czasem wiał
przeszywający wiatr. Z radością wpadałam do ciepłego domu. Tam, zazwyczaj
czekał już obiad i wystarczyło go odgrzać. Czasem ktoś przyjeżdżał choć niezbyt
często.
Wieczorami leciały dobijające
filmy. Kto jeszcze nie był wystarczająco przygnieciony smutkiem straty bliskich
mógł ostatecznie doprawić się dziełami kinematografii. Jedynym plusem tego dnia
było wolne od szkoły. Ostatecznie nie wiem jednak czy nie wychodziłam i
tak na minus.
Minęło wiele lat od tego czasu.
Cmentarz znacznie się rozrósł, już nie idę na niego z ukochanym dziadziem a co
najwyżej żeby złożyć mu kwiaty lub zapalić znicz. Nie zawsze mam możliwość tam
być. Myślę, że to nie ma wielkiego znaczenia. Pamiętam. Wydaje mi się, że to
istotne. Wszyscy żyjemy dopóki ktoś o nas jeszcze pamięta. Razem ze śmiercią
mojego dziadka skończył się pewien dość beztroski okres w moim życiu. Byłam już
wtedy dorosła. I wcale nie żyłam wtedy beztrosko. Jednak miałam w nim opokę. Z
jego śmiercią straciłam pewnego rodzaju oparcie.
To dla mnie pewna cezura czasowa.
Wtedy wkroczyłam już jedną stopą w dorosłość. Postanowiłam wyjechać choć przez jakiś czas jeszcze pozostawałam w tym samym miejscu. Myśli o przesadzeniu siebie w inne miejsce stały się już poważne. Jeszcze nie wiedziałam jak to zrobię i kiedy, ale mentalnie już mnie tam nie było. I stało się. Minęły jeszcze 3 niezbyt lekkie psychicznie lata i postawiłam nogę na mazowieckiej ziemi. Wiele spraw się na to złożyło, miałam wiele szczęścia.
Od tego czasu minęły kolejne 3 lata. W tym roku po raz pierwszy spędzę ten dzień nie na wyjeździe. Będę składać kwiaty na lokalnym cmentarzu. Być może wybiorę się w tym okresie na Powązki. Sercem będę jednak 300 km dalej. Na grobach babci i dziadka. Jak mała dziewczynka pójdę ze zniczem w dłoni zapalić im wieczne światło. Ten znak, że nie do końca umarli. Jak pamięć o nich, która żyje dopóki ja z siostrą istniejemy.
Niech 1 listopada przestanie być dla nas dniem zadumy i smutku. Niech stanie się symbolem miłości. Bo to ona podsyca pamięć. Chyba tylko miłość skłania nas do wyjścia w słabą pogodę mimo, że mamy dzień wolny. To z jej przyczyny marzniemy i mokniemy. Pamiętamy. O tych, którzy są już w krainie wiecznej zadumy. Choć mam nadzieję, że to raczej miejsce wiecznego spokoju i radości.
Do zobaczenia tam, za wiele lat...
A czym dla Was jest 1 listopada?
Dla mnie mimo wszystko 1 listopada pozostanie dniem zadumy ale nie smutku. Jest to dzień w którym spotykamy się z rodziną i wspominamy zmarłych. Jest to bardzo mile spędzony czas.
OdpowiedzUsuńSuper, że masz takie podejście do tego dnia :)
UsuńPiękne słowa i w 100% się z tobą zgadzam :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:
https://fasionsstyle.blogspot.com/
Dla mnie ten dzień to czas wspomnień i pamięci i bliskich osobach ☹
OdpowiedzUsuńDla mnie ten dzień jest czasem modlitwy za zmarłych
OdpowiedzUsuńobserwuje i zapraszam do mnie :)
http://milentry-blog.blogspot.com
Pięknie napisane! Dla mnie 1 listopada jest dniem w którym poświęcam trochę czasu swoim bliskim zmarłym. Zgadzam się z Tobą, że wszyscy żyjemy dopóki ktoś o nas jeszcze pamięta. Miałam podobnie, że razem ze śmiercią mojej babci skończył się pewien dość beztroski okres w moim życiu. Też miałam w niej opokę, a z jej śmiercią straciłam pewnego rodzaju oparcie i nadzieję. Jednak na pewno wspiera mnie tam jakoś z góry :) Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com
OdpowiedzUsuńObchodząc nasze narodowe święta jestem dumna że jestem polką, jednak gdy pomyśle, ile nasi przodkowie przeżyli zastanawiam się czy bylibyśmy dzielni tak jak oni gdybyś to my mieli się z tym wszystkim spotkać.
OdpowiedzUsuńo nie przepraszam przeczytałam 11 listopada :o
OdpowiedzUsuń