Marionetka? Nie!
Dawno nie pisałam dla
Was. Wielokrotnie zabierałam się do jakiegoś tekstu, jednak
żadnego nie mogłam skończyć. Porzucałam więc niedokończone
skrawki myśli. Dziś jednak zmotywowałam się ostatecznie. Mam
nadzieję, że zechcecie poświęcić mi choć chwilkę.
Co mnie natchnęło? Same
życie, obserwacja świata i głosy dobiegające do mnie.
Marionetka to taka kukła,
którą można sterować wedle swojego uznania. Czasem mam wrażenie,
że niektórzy chcieliby mieć władzę sterowania innymi. Kto?
Bliscy i dalsi. Dziś skupię się na tych najbliższych. Rodzicach.
Mamy i ojcowie mają często swoje wizje naszego życia. Zaplanowali
nam je do osiemdziesiątki. Wiedzą jakie mamy studia podjąć, z kim
się spotykać, za kogo wyjść, gdzie mieszkać i milion innych
rzeczy. Czasem mają takie pomysły już zanim staniemy na swoich
nogach. Podobno wtedy zaczynamy wyprowadzać się z domu, gdy
nauczymy się chodzić. Wtedy rodzice mają jeszcze ogromny wpływ na
nas. Tak duży, że za kilkanaście lat nie będą chcieli zrozumieć,
że ich władza przestaje obowiązywać. Staje się coraz mniejsza,
aż zanika.
Mogą radzić, pomagać
lub zwyczajnie nie przeszkadzać. Czasem to aż nadto szczęścia.
Młody człowiek idzie w
świat, znajduje swoją drogę, drugą połówkę, pracę.
Jednak jego wizja bardzo
różni się od tej, którą mają rodzice.
Nie pojawia się co
tydzień na obiadach, ubiera się po swojemu i jeszcze odważy się
wyprowadzić na drugi kraniec kraju, świata. To oburza dawców życia
aż za często. Po co Ci to? Ja nie wiem jak sobie poradzisz... Rób
jak chcesz ale na mnie nie licz. To tylko niektóre próby złamania
młodego człowieka, który sam kreuje swoje życie.
Co się dzieje z
rodzicem? Nieposłuszne dziecko nie wykazuje skruchy należy je więc
ukarać. Nie zawsze musi być świadome kary. Czasem wystarczy kilka
słów krytyki, porównanie do kogoś innego i wieloletnie ćwiczenia
nad poczuciem własnej wartości legnie w gruzach. To nic, że na
kilka dni zanim znów zostanie odbudowane. Przecież dajesz radę i
jesteś samodzielna, nie prosisz o pieniądze, nie masz komornika na
koncie. I tak czujesz się jak bezwartościowa kupa gówna. Jesteś
gorszy od A bo mniej zarabiasz, głupsza od B bo nie złapałaś
bogatego męża oraz masz takiego pecha biedna, tak Ci współczuje...
Jak to jest, że Ci
którzy mają dawać siłę podcinają skrzydła? Nic złego nie
zrobiłeś. Opuściłeś gniazdo. A właściwie ważyłeś się
opuścić gniazdo, zwiększyłeś dystans. Nie waż się przestać
być marionetką! Rodzice chcą sterować twoim życiem nawet na
odległość i nie cofną się póki nie zgnębią Cię
wystarczająco. Wyleją na Ciebie pomyje, udowodnią, że jesteś
nikim. Człowiekiem gorszego sortu. Po co? Dla poczucia kontroli. Nie
będziesz latał motylku bo skrzydła masz podcięte.
Co z tym zrobić? Nic.
Najlepiej się odciąć. Ciężko jest urwać kontakt ale można go
ograniczyć. Powiedz im, że nie chcesz tego słuchać. A nawet
jeśli czasem musisz nie wierz im. Jesteś wartościowym człowiekiem.
To nie Twoja wina, że Ci którzy mają Cię wspierać wbijają nóż
w plecy. To dość zatrute i wadliwe pokolenie.
Możesz zrobić tylko
jedno. Być świadomym człowiekiem i w przyszłości rodzicem.
Doklej swojemu dziecku skrzydła choćby miało runąć jak Ikar.
Racja nie dajmy się być marionetkami, odcinajmy się od osób, które chcą nami sterować :)
OdpowiedzUsuńMój blog
Piękny tekst jak najbardziej profesjonalny. Dobrze się go czytalo. Okropni sa tacy rodzice którzy starają się ułożyć swojemu dziecku wg ich pomyslu. Zawsze wiedza lepiej co dla Ciebie najlepsze. Tak można tylko skrzywdzić własne dziecko. Oni nie zdaja sobie z tego sprawy.
OdpowiedzUsuńwww.kasinyswiat.blogspot.com
Dziękuję. Niestety wielu jest takich rodziców.
UsuńCudowny post <3
OdpowiedzUsuńDziękuję.
UsuńŚwietny post. Weźmy los we
OdpowiedzUsuńwłasne ręce :)
Dziękuję, dokładnie tak.
UsuńŚwietnie napisane! Niestety często dajemy sobą manipulować i źle na tym wychodzimy. Szkoda, że powiedzenie uczymy się na błędach nie jest takie łatwe w praktyce ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do nas,
https://livetourevel.blogspot.com/2017/11/nasze-rekordy.html
Moi rodzice najbardziej chyba przyczepiają się do mojego wyglądu. Tatuaże? nie, kolczyki> nie, oryginalny ubiór? nie, farbowane włoy? też nie. Ogólnie ciężko, jest, ale większość rodziców niestety jest taka. Zawsze w większej czy mniejszej mierze ingerują w nasze życie.
OdpowiedzUsuńBardzo mądrze napisane! :) Super. Obserwuję :)
OdpowiedzUsuńPięknie napisane,nie mozemy dac soba pomiatac :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie wpisy, coś innego niż wszystkie blogi modowe :3
OdpowiedzUsuńZaobserwowałam Twojego bloga i dołączyłam do grona czytelników, więc będę tutaj wpadać częściej. Byłoby niezmiernie miło, gdybyś i Ty odwdzięczyła się obserwacją na moim blogu i kto wie, może komentarzem :D
http://luxwell99.blogspot.com/2017/11/sami-wyznaczamy-granice-normalnosci.html
Kiedyś o wszystkim decydowali rodzice. Co ciekawe, zgodnie z badaniami psychologów, związki wtedy były dużo szczęśliwsze. Ludzie zmuszeni warunkami uczyli się ze sobą żyć, zamiast ciągle rozglądać się za kimś lepszym.
OdpowiedzUsuńMam wspaniałych rodziców i przyjaciół w jednym. Są wyrozumiali, mam w nich przede wszystkim oparcie! <3 O zakazach bądź nakazach nie ma mowy ze względu na to, że darzą mnie wielkim zaufaniem, po prostu wiedzą, że nie popełnię żadnych głupstw.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
lublins.blogspot.com
Jestem podobnego zdania, aczkolwiek wydaje mi się, że moja opinia na ten temat nie jest aż tak pejoratywna jak Twoja.
OdpowiedzUsuńOdcięcie się jest mega trudną rzeczą, a uświadamianie rodzicom o tym, że jest się "już dużym" to już w ogóle zajęcie na dobre lata. Udowadnianie też przerabiałam, w różnych aspektach. Mój starszy brat także. Ale jeśli odpowiednio się podejdzie do sprawy, przestaną chcieć podcinać skrzydła. Czasami pomagają tylko radykały typu odcięcie, a czasem mała manipulacja, albo "kawa na ławę" i rozmowa o naszych odczuciach i rodzicielskiej "marionetyzacji".
Bardzo ciekawie piszesz, podejmujesz mocne tematy, podoba mi się to bardzo! Obserwuję i liczę na więcej tego rodzaju mocnych postów!
Buziak,
Ola ;)
https://moleteatralne.blogspot.com/
Tak naprawdę każdy, nie tylko rodzice, może próbować nami sterować. Czasami nie widać tego od razu, dopiero po jakimś czasie... ;)
OdpowiedzUsuń