Dziewczynka z podrapanymi kolanami.



Kiedy byłam mała wszędzie było mnie pełno. Biegałam. Ponoć nie nauczyłam się chodzić. Wstałam i pobiegłam. Nie miałam zbyt wielu dzieci w okolicy więc bawiłam się sama. Miałam swoje podwórko i niewykończone piętro domu. To były moje imperia. To tam bawiłam się całymi dniami. Znikałam na godziny co było wygodne, gdyż rodzice mieli dużo pracy. Biegałam zamiast chodzić przez co wiele razy wyglądałam jak obraz nędzy i rozpaczy. Posiniaczona z masą strupków. Szczególnie na nogach. A to zsunęłam się z dość śliskich schodów, to znów przewróciłam lub uderzyłam o coś. Najgroźniejszy był chyba moment, gdy odbiłam się od futryny. Czy płakałam? Nigdy. Podnosiłam się z kolan i biegłam dalej. Najczęstszym zdaniem wypowiadanym przez mamę było chyba "nie biegaj". Czy coś dawało? Zupełnie nic.
Taka już moja natura. Nie potrafię robić czegoś wolno, ciągle mnie gdzieś gna. Robię kilka rzeczy na raz. To wcale nie jest wadą w czasach, gdy gonimy. Nieustannie. Byle do przodu, szybciej, mocniej żyć.
Jak wygląda teraz dziewczynka z podrapanymi kolanami?
Dorosła, lecz nie zwolniła. Obecnie też ma siniaka na nodze (zderzenie z łóżkiem, czołowe ). :)
Każdego dnia zajmuję się nudnawym lecz jakże potrzebnym społecznie zajęciem. Biegam w szpilkach i zazwyczaj wyrabiam się na zakrętach. Cenię czas, jaki mam dla siebie. Zaszywam się z książką, idę na spacer. Odnalazłam miłość swojego życia, która akceptuje całe spektrum moich wad. Docenia zalety. Staram się tak zwyczajnie być szczęśliwa. Nie narzekam na klimat (zazwyczaj), przepracowałam przeszłość i bardziej skupiam się na teraźniejszości niź tym co było. Jako kobieta dojrzałam do tego, że nie każdy musi mnie lubić. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Z akceptacją już jest odmiennie, mamy do niej wszyscy prawo. Konstytucyjne. To takie modne mówić o naszych prawach i wolnościach. Szczególnie tym, którzy je obchodzą.
Jako mała dziewczynka nauczyłam się jednej rzeczy: nie ważne, że upadłaś. Milion razy się tak zdarzy. Potknięć nie ominiesz. Istotne co dalej z tym zrobisz. Wstań z kolan. Silniejsza. Nie sztuką jest upaść i zostać na klęczkach. I to nic, że boli. Zaraz przestanie. Najważniejsze co zrobisz po powstaniu z kolan. Wyprostuj się i idź dalej w wyznaczonym przez siebie kierunku. To był tylko etap w realizacji celu.
Już mała dziewczynka z podrapanymi kolanami wiedziała, że nie warto płakać nad upadkiem. Im wcześniej się podniesiesz tym szybciej zapomnisz, że bolało i dojdziesz do celu.

Komentarze

  1. Wspaniały wpis. Prawdziwy, zupełnie szczery. Strzał w 10!
    Dodaję bloga do obserwowanych, bo bardzo mi się spodobał :)
    Zapraszam też do siebie, jeśli masz ochotę to zostań na dłużej :)
    https://coscudownego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładne porównanie z tym powrotem do chwil dzieciństwa. Rzeczywiście można to tak przełożyć.
    Jeśli mogę mieć drobną sugestię. Popracowałabym nad wyglądem bloga, bo treść wspaniała, ale design trochę odstrasza, zwłaszcza góra gdzie słowa zlewają się z obrazkiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczery, przepełniony prawdą wpis. Super, jestem po wrażeniem!
    https://rosewriterpoems.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty