Wszechwiedzący - nieomylni
My, Polacy lubimy się wtrącać. Wymądrzać, wygłaszać swoje racje. Jesteśmy nieomylni. I co ma tu do rzeczy to, że nikt nie pytał o nasze zdanie? Ba, nie prosił nawet o radę? Zupełnie nic. Ty też znasz to z autopsji? I kim jesteś?
Tym, który wie wszystko lepiej czy też osobą, której narzucają zdanie inni? A może po troszku tą i tą... Zapewne choć raz byliście po każdej ze stron barykady. Raczej już wiecie jak irytujące jest takie zachowanie. Mieszanie się nie w swoje sprawy jest rozrywką jednych, a przekleństwem drugich. I wiem, że w telewizji nie leci nic ciekawego. Czasu jest czasem za dużo, a poza tym prozaicznie miło jest być ekspertem. Dlaczego jednak we wszystkich kwestiach? Takiej wiedzy to nikt nie ma! Zdanie na każdy temat oczywiście każdy mieć może, jednak nie każdy chce o nim słuchać. I wydawałoby się, że wtrącanie swoich trzech groszy to domena naszych babć i mam. Nie zawsze. To mylny stereotyp. Co powinnaś powie Ci koleżanka z pracy oraz sąsiadka. Po teściowej, jeśli macie to można się spodziewać. To poniekąd rodzina więc pewnie chce coś doradzić. Czasem nawet dobrze i z dobrymi intencjami oczywiście.
Jednak po co?
Nie pytani o zdanie narzucamy się ze swoimi racjami. Nie zastanawiając się czy to komuś potrzebne. A tak szczerze i w sekrecie Wam powiem: jeśli nie pytali to małe są szanse żeby chcieli nas słuchać...
Nie strzępcie więc języka po próżnicy. Szkoda czasu i energii swojej oraz nerwów. Cudzych. Z angażowaniem się w czyjeś sprawy jest jak ze śpiewem. Każdy może to robić, lecz nie każdy musi słuchać.
Doskonale zdaję sobie sprawę jak czasem trudno się powstrzymać. Ćwiczę to każdego dnia. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Jestem na takim etapie życia, że wielu rzeczy jestem świadoma. Staram się mieć wpływ na swoje życie i nie słucham już mamy i taty. Mogę rozważyć oczywiście ich punkt widzenia. Jednak mam swój i szokujące jest, że zazwyczaj jednak inny niż oni. Najlepiej uczyć się na swoich błędach, rozważnie korzystając z błędów innych ludzi.
Mam tak podły charakter, że od dziecka uparcie tkwię przy swoim. Czasem odstępuję od tego, jednak zazwyczaj kończy się to źle. Dla mnie, oczywiście. Największym autorytetem był dla mnie mój dziadek i siostra, Z tej dwójki pozostała mi ta ostatnia. I wiecie za co ją podziwiam?
Nie wtrąca się. Ja sama się jej radzę. Przekorne prawda?
Taka jest natura człowieka. A może tylko moja...
Sami powiedzcie jak to jest?
Oj uwierz, że wiem o czym piszesz bo sama taka jestem. Uważam, że to ja mam zawsze rację i nic nie można mi powiedzieć. Prawie żadne argumenty do mnie nie przemawiają.
OdpowiedzUsuńDopiero, kiedy się okazuje, iż jednak żaden człowiek nie jest nieomylny, robi mi się głupio.
A powinniśmy być otwarci na inne poglądy bo wtedy możemy się wiele nauczyć.
Niestety ludzie mają to do siebie, że lubią wypowiadać się na każdy temat- łącznie z tymi, które zupełnie ich nie dotyczą ;) wiesz, bo to przeważnie jest tak, że łatwiej jest mówić o kimś niż samemu zrobić. Osobiście staram się nie wtykać nosa w nieswoje sprawy i nikogo nie pouczać, bo sama mocno się irytuję, gdy ktoś robi tak w stosunku do mnie ;)
OdpowiedzUsuńByłam taką osobą na szczęście z tym walczę i staram się być asertywna :) nouw.com/just_wiktoria
OdpowiedzUsuńNiestety kiedyś byłam taką osobą, ale dzisiaj jestem już kompletnie innym człowiekiem;)
OdpowiedzUsuń