Okrutna, zła karierowiczka...





Polki z pokolenia na pokolenie były przede wszystkim matkami, żonami i córkami. Żyły w cieniu choć były ostoją ładu świata zewnętrznego. Za sukcesem mężczyzn stały właśnie one. Dbały o wszystko i o wszystkich. Podpowiadały, doradzały i słuchały. Niejednokrotnie umniejszając swoje zasługi. Bo to przecież takie normalne, że to kobieta zajmuje się domem, dziećmi i mężem. Wikt i opierunek z funkcją niani za dnia w nocy przełączany na funkcję darmowych usług seksualnych. Z uśmiechem na ustach i bez większej przyjemności... Taką wizję ma na kobietę świat i Kościół. To takie wygodne przecież.
Przyszły wojny, mężczyzn zabrano z domów i to nasze przodkinie zajęły część męskiego świata – poszły do pracy. W dodatku często bardzo ciężkiej pracy. Dały radę. Przesiadły się na rowery a ciężkie suknie zastąpiły spodniami. W międzyczasie na świecie zapanował względny spokój i Ci, którzy przeżyli powrócili do swych rodzin.
Niektórych rzeczy jednak nie dało się cofnąć. Przemiany poszły za daleko, za bardzo zmienił się świat. Razem z nowymi obowiązkami kobiety nabrały większej pewności siebie i nie mówmy jeszcze o niezależności (ona ledwie raczkowała) ale świadomości siebie. Dostrzeżono jak bardzo skostniała jest konstrukcja patriarchatu. Przyszedł czas na posłanie kobiet do szkół, na uniwersytety – słowem w większy świat. Nasze babki i matki pracowały i same zarabiały na siebie, może nie czuły się jeszcze na tyle silne by rozwiązywać związki małżeńskie (jaki to wstyd rozwód!) jednak miały świadomość, że nie są zdane tylko na mężczyznę.
Teraźniejsze pokolenie ma znacznie większą świadomość siebie. Nie boi się już wyjechać w nieznane aby się kształcić, pracować. To wręcz konieczne. I owszem wiele jest jeszcze osób preferujących schematyczny model życia (szkoła średnia, mąż, dzieci bycie utrzymanką i gosposią). Jednak takich kobiet jest już coraz mniej. Jesteśmy odważniejsze w realizacji swoich zamierzeń. Zaczynamy, gdzie się da – w sklepie, barze szybkiej obsługi. Za często nieciekawe pieniądze. A wszystko to w imię realizacji pragnień. Planów. Każdy gdzieś zaczynał. A nie wielu ma na tyle wpływowych znajomych, aby czekać na to aż ktoś znajdzie nam pracę za bajeczne pieniądze. Wyjeżdżamy za granicę bo politycy wiele mówią, jednak nikt nie odczuwa jeszcze cudownych skutków ich pracy.
Jesteśmy samodzielne bo za swoje pieniądze opłacamy rachunki i kupujemy kolejną parę butów, dokształcamy się i kupujemy podpaski. Nie licząc na rodziców i rycerza na białym koniu. Bo często królewicz po lepszym poznaniu okazuje się jednak ropuchą...
Ropuchy będą krzyczeć, że jesteście karierowiczkami, bujacie w obłokach i porzuciłyście coś najważniejszego na świecie. Jednak skoro odeszłyście widocznie ich „wszystko” dla Was było niczym. Rodzące się uczucia często zamierają w fazie embrionalnej. A bycie z kimś dlatego, że może coś poczujesz jest marnowaniem czasu. Swojego i jego.
Pamiętaj jesteś kobietą czasów wielu szans. Jeden dzień może zmienić wszystko. Nie marnuj go na roztrząsanie co myślą inni.
Jeśli w ogóle myślą...

Komentarze

  1. Myślę, że już teraz w krajach wysokorozwiniętych panuje równouprawnienie i kobiety są tak samo postrzegane jak mężczyźni. Tylko, że część kobiet z własnej woli wybiera ścieżkę kury domowej bo tak im wygodniej i czują się bezpieczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna końcówka. Ostatnie zdanie mistrzowskie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowity post, jak zawsze przeczytałam go jednym tchem. Konstrukcja zapisanych myśli, przyprawia mnie o przyjemne dreszcze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najważniejsze to cenić siebie i wiedzieć, że jest się wartością samą w sobie bez względu czy ma się u boku mężczyznę czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. świetnie napisane! ostatnie zdanie - prosto w sedno :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Również tak uważam :) Może na razie obawiam się sama jeździć gdzieś dalej, ale kiedyś nie wyklucza jeszcze większej samodzielności :) To jest wspaniałe, że kobiety mogą zdobyć świat, jak i mężczyźni :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam szczęście - od dziecka byłam przyzwyczajana do tego, że podział ról jest równy, nie ma kobiecych i męskich spraw. Każdy wszystko może. Ale u mnie to działało, aż do przesady. Tak byłam skupiona na tym, że "mogę sama", że zapominałam, że przecież można skorzystać z czyjejś pomocy, że nie trzeba wszystkiego robić samodzielnie, jeśli można we dwoje.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty