Mizianie kota o północy, kilka znanych osób i orzeszki czyli przegląd kilku ostatnich dni.




Powróciłam do pisania dla Was z czego przeogromnie się cieszę. Jak ze wszystkim najtrudniej zacząć. Zwykle poruszam jakiś jeden określony temat. Tym razem postanowiłam nieco odejść od tego. Coraz dłużej istnieje ten blog i naturalnym jest, że wkradnie się do niego nieco mojego życia.
Ostatnie kilka dni było intensywnych. A zaczęło się w Tłusty Czwartek, kiedy to podobno pączki mają iść kobietom w piersi... Zjadłam 2 lecz póki co nie odnotowałam zmian. Ale czwartek to również świetny czas żeby spotkać się ze znajomymi (szczególnie jeśli nie odpowiada im weekend). Tym razem wybraliśmy się do Teatru Polonii na dość nowy w gruncie rzeczy spektakl: „KTO SIĘ BOI VIRGINII WOOLF?” W obsadzie: E. Kasprzyk, K. Dracz, A. Żulewska i P. Stramowski. Czyli 130 minut, które mają nas zassać do innego świata. I moim zdaniem to się tej czwórce udaje. Dwa małżeństwa na rozdrożu i chęć posiadania władzy za wszelką cenę czyli tematy stare jak świat. Jeśli zastanawialiście się nad obejrzeniem przedstawienia – polecam. Człowiek naprawdę wierzy, że znajduje się w świecie ze sceny. I że jest świadkiem cudzego życia. Daje do myślenia.
Wczoraj przy śniadaniu przypadkiem usłyszałam, że P. Stramowski zagrał w najnowszym Pitbullu. Aż jestem ciekawa efektu. Muszę przyznać, że jest na czym oko zawiesić... Na sztuce wypatrzyłam Magdalenę Cielecką. Na pozór nie wyróżniała się z pełnej sali. Bez wątpienia aktorka wygląda bardzo dobrze. I uwaga drogie pudernice: nie miała na sobie grama makijażu. A to z pewnością wymaga sporo odwagi, gdy się jest rozpoznawalnym. I jeszcze więcej akceptacji siebie. Brawo Pani Magdo.
Do domu wracałam już późno, nieco zaspana. To jednak bez znaczenia. Na swojej drodze spotkałam pewnego przystojniaka. Okazało się, że on również miał ochotę na mizianie wieczorne. Sprawiał nawet wrażenie zainteresowanego wizytą... Było już jednak zbyt późno na spotkania zapoznawcze. A szkoda... Mam nadzieję jeszcze spotkać go na swojej drodze, gdyż sądzę iż jesteśmy sąsiadami. Ja i On słodki rudzielec. Mruczące szczęście jakichś niedalekich sąsiadów... Okropnie żałuję, że nie miałam przy sobie aparatu. Zakochalibyście się na zabój jak ja!
A teraz łapię ostatnie chwile relaksu i odnotowuję w pamięci rojące się w mojej głowie pomysły na kolejne posty. Zagryzam pysznym orzeszkiem, na które przepis niedługo Wam przedstawię.

Dobrego tygodnia!
Zdjęcie ze strony: http://teatrpolonia.pl/event-data/2500/kto-sie-boi-virginii-woolf


Póki co nie ma śniegu, zdjęcie z przed 2 tygodni.

Komentarze

  1. Najsłodsze są rudzielce ♥ Orzeszki znam i zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam w sobotę nowego Pitbulla i z przykrością stwierdzam, że film do pięt nie dorasta serialowi. Jednak Piotr Stramowski jako Majami rekompensuje to z nawiązką ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty