Fatalne zauroczenie czyli film dla tych, którzy myślą, że nie mają szczęścia w miłości...
W niezbyt odległej
przeszłości zanurzyłam się w świecie miłości bez granic, bez
zasad. Gdzie wszystkie chwyty są dozwolone. Byle tylko osiągnąć
cel jakim jest związek z kimś, kto nas oczarował.
Po ciężkim i pracowitym
tygodniu oraz całodziennym bieganiu po sklepach (jak ja nie cierpię
zakupów...) pozwoliłam sobie na bezwolne gapienie się w szklany
ekran szerzej znany jako telewizor. I choć bardziej chciało mi się
spać niż oglądać to jednak jeszcze mniejszą miałam ochotę na
to żeby wstać aby doprowadzić się do jako takiego stanu. W telewizji zaczął
się film. Fatalne zauroczenie. Nie jestem wielką fanką takiego
kina. Jednak mam mocne postanowienie zapoznania się chociaż z
klasyką. Pomyślalam więc– rzucę okiem.
Historia jakich wiele w
codziennym, szaroburym świecie. Mężczyzna po 40 poznaje kobietę,
która go intryguje. Żona akurat jest zajęta innymi sprawami. Niby
dobre małżeństwo, jednak już bez polotu. Nuda zapanowała
wszechogarniająca. Jak więc można nie skorzystać i nie znaleźć
odskoczni? Nowo poznana kobieta jest zakazanym owocem, atrakcyjna i
wyraźnie zainteresowana. Romans jakich wiele. Kilka dni sielanki,
wykradanie kilku chwil odmiany. Pokusa nie do opanowania. Jednak po
słodkim smaku przygody, tym cudownie orzeźwiającym romansie nic
nie może być takie samo. To, co gasi jedno pragnienie może
wzniecić apetyt innej osoby. Mężczyzna jak to bywa wraca do
zacisza czterech ścian rodzinnego domu. Pozostaje jednak ta,
która już nie potrafi być sama. Za wiele dostała by teraz
odpuścić. Zdolna do wszystkiego byle tylko odzyskać utraconego
kochanka. I ta druga, choć z pozoru pierwsza. Żona. Zraniona i
wściekła ostatecznie postanawia nie oddać "szczęścia małżeńskiego" walkoverem. Ostatnie sceny są dość mocne, choć dzisiejszego widza
przyzwyczajonego do widoku krwi przy porannej kawie nic nie zaskoczy.
Fatalne zauroczenie to bajka z happy endem. Małżeństwo uratowane,
zła królowa zabita.
I tylko ja wpatruję się
w napisy. Mimo późnej już bardzo pory wcale nie senna. Koniec
seansu, pora spać. Jednak nie śpię. Mózg pracuje na pełnych
obrotach. Taka historia może przytrafić się każdemu. Kim miałabym
być: zdradzoną żoną czy szaloną kochanką? Łatwo jest potępić
tę drugą. Nie wnikać co skłoniło ją do tej bezsensownej w
gruncie rzeczy walki o coś czego tak naprawdę nie było. Bo
mężczyźni inaczej traktują przygodny seks niż większość kobiet.
Dla nich to szybka rozrywka, w nas zaś budzi nadzieję sączącą do ucha:
walcz! Źle jest kochać zajętego, przecież tylu wolnych mężczyzn
dookoła. Czasem wydaje się, że rację miał autor humoru
mówiącego, że wszyscy fajni faceci są jak delikatnie mówiąc
telefony. A już bardziej naturalistycznie toalety. Co nam jednak
przyjdzie z używanego telefonu? Życie pokazuje przecież, że słabo
łapie zasięg.
Społeczeństwo
ukamienuje kochankę, na piedestał postawi żonę, zaś mężczyźnie
wybaczy. Zawsze winna kobieta. Ciężko jest przekonać ludzi by
zajrzeć głębiej. Lata patriarchatu w domu i kościele zrobiły
swoje.
Wracając do tych, co
czują, że mają wybitnego pecha w miłości. Obejrzyjcie sobie ten
film. Czasem też myślałam, że widać trafiam na wyraźnie
nieodpowiednich mężczyzn. Lepszych i gorszych, jednak zupełnie nie
pasujących do mnie. Pech jak nic. Czas jednak zrzucić kotarę
bezsilności. To nie mężczyźni są nieodpowiedni. Wiele kobiet ich
spotkało, ominęło i zapomniało. Były mądre. Każdy znajdzie
kogoś odpowiedniego dla siebie jeśli szuka. I nie traci czasu na
coś, co nie rokuje. Bądźmy wdzięczni tym, którzy zakończyli związki
bez przyszłości. Skoro odeszli widać tak musiało być.
Zapomnienie i nierozgrzebywanie przeszłości to najlepsze wyjście.
Nie da się żyć w przeszłości lub przyszłości. Zatracając się
we wspomnieniach i marzeniach tracimy coś bezcennego. To co teraz.
Czy wiesz, że żyjesz dokładnie w tej chwili?

Świetny post, jak zawsze. Wczoraj oglądałam: "Serena" przyznam, że dreszcze były. Pięknie ujęłaś carpe diem.
OdpowiedzUsuń