Zaborczość

Zazdrość
to podobno potwór o zielonych oczach. Jakie więc oczy ma zaborczość?
Trudno powiedzieć. Pewnie to zależy od stopnia jej zaawansowania. Im
jest ono większe tym ciemniejsze, groźniejsze są te oczy. Zaborczość
jest córką zazdrości, ale też wnuczką niepewności siebie, kompleksów. Te
koligacje rodzinne są szerokie i rozległe. Dziś opowiem
Wam o zaborczości w związkach. Zaborczość niejedno ma imię. Może nazywać się opiekuńczością, troską, „mądrością” (gdy ktoś wie lepiej). Czasem zaczyna się niewinnie – troską. „Kochanie ubierz się cieplej a nie w tą miniówkę, bo się przeziębisz. Zawiozę Cię, bo lepiej prowadzę ( w domyśle – będę wiedzieć gdzie jesteś i z kim). Po co masz się włóczyć po nocy po barach/kawiarniach żeby spotkać się z koleżankami? Masz przecież dom. Tu jest cicho, spokojnie, bezpiecznie i pogadacie sobie swobodnie. (Taaa, a ja za ścianą sobie posłucham. I przy okazji nie poznasz kogoś lepszego ode mnie…). Ależ oczywiście, że Ci ufam, ale po co masz wychodzić sama/ ze znajomymi skoro jestem ja. Ludzie w związku wychodzą zawsze razem. (I co z tego, że ja na piwo z kolegami to idę sam? A poza tym już ja Cię popilnuję, bo jeszcze kogoś lepszego poznasz…). I przykłady takie można mnożyć. W wersji hard core wygląda to tak: Wybieraj ja albo koleżanki. Kobieta w związku nie potrzebuje się malować/ ubierać kobieco (czyli w: sukienki, spódnice, szorty, legginsy, bluzki z dekoltem) chyba, że dla mnie w domu. I znów w domyśle: Ja na to poleciałem, poleci i inny. A Tobie nie ufam. Ale zapytany o zaufanie. Ja Ci nie ufam?! Co Ty wymyślasz? Skąd Ci to przyszło do głowy?!!! I tak to zwykle wygląda. Teraz do kobiet: granice związku ustalamy na początku. Zaborczy mężczyzna wykorzysta okres zauroczenia, pierwszego zakochania żeby ustalić je tak jak jemu pasuje. A większość z nas, kobiet nie pomyśli żeby się przeciwstawić. Potem jest to już o wiele trudniejsze. W skrajnych przypadkach kończy się albo całkowitym „ubezwłasnowolnieniem” czyli posłuszeństwem wobec Pana i Władcy lub rozstaniem zainicjowanym przez kobietę. „Bo to zła kobieta była… (oczywiście zapożyczyłam ten zwrot) a ja dla niej przecież wszystko…” Wszystko bywa zwykle nic mówię Wam z doświadczenia. A teraz do mężczyzn: kobieta jest istotą wolną (jak byk stoi w Konstytucji!). Jeśli kochasz – ufaj. Jeśli masz podstawy do nieufności – odpuść. Prosto i konkretnie jak lubicie. A teraz dla Was Kochani Mężczyźni krótka bajeczka na dobranoc. Wszak w każdym Mężczyźnie drzemie dziecko. Pewien chłopiec zobaczył pięknego ptaszka na swoim parapecie. Nikt nie miał takiego. Zaczął zostawiać mu zboże, wodę. Ptak przylatywał na jego okno jednak posiliwszy się trochę odlatywał na drzewo. Chłopcu wciąż było zbyt mało jego widoku, obecności. Ale zauważył, że z czasem ptak jest coraz mniej czujny i dłużej przebywa na parapecie. Obserwował go z ukrycia. Zaczął zostawiać okno otwarte na oścież i to wewnątrz swojego pokoju, na parapecie rozrzucał karmę. Ptak zaczął wchodzić do jego pokoju. Jednak ciągle jeszcze szybko uciekał. Wystarczył szmer. Chłopiec do perfekcji opanował obserwację ptaka w bezruchu, a ten coraz pewniej czuł się w jego pokoju. Już nawet wlatywał do jego wnętrza. Przyszedł taki dzień, gdy ptak zajadał karmę na środku pokoju. Chłopiec wykorzystał rozkojarzenie ptaka i zamknął okno. Na początku ptak kołował po pokoju, zderzał się z szybą jednak zmęczenie dało o sobie znać. Po jakimś czasie ptak przyzwyczaił się do obecności chłopca, jadł mu z ręki. Jednak przesiadywał na parapecie. Tęsknie wpatrując się w świat za szybą. Chłopiec był szczęśliwy, że ptak jest jego. I w gruncie rzeczy był dla niego bardzo dobry. Podtykał mu pod dziób najlepsze karmy. Ojj tak, nie szczędził pieniędzy z kieszonkowego na karmę dla ptaka. Chłopca odwiedził kolega. Poszedł, więc on po coś do picia i ciastka. Kolega otworzył okno, gdyż w pokoju było mu zbyt ciepło. Ptak jakby na to czekał. Wyleciał przez okno. I tyle go widzieli. Zostawił chłopca ze złamanym sercem. Bo on ptaszka szczerze kochał. I dbał o niego jak potrafił. Nie rozumiał jednak, że ptak potrzebuje wolności. Myślał, że miłość mu wystarczy. I teraz morał: Bez względu na dobra, jakimi obdarujesz swoją kobietę, ogromu miłości w Twoim sercu daj jej dwa ważniejsze skarby: zaufanie i możliwość decydowania o sobie. Kochająca kobieta nawet nie pomyśli o innym mężczyźnie. Niech będzie przystojniejszy, bogatszy, mądrzejszy. Jeśli Cię naprawdę kocha zawsze do Ciebie wróci ze swoich mniejszych i większych wyjść. A jeśli zamkniesz ją w złotej klatce swojego domu ucieknie. Może jeszcze nie dziś i nie jutro. Jednak ucieknie od Ciebie ze łzami w oczach. Pomimo miłości. Desperacko i ostatecznie. I tyle ją będziesz widział.
Wam o zaborczości w związkach. Zaborczość niejedno ma imię. Może nazywać się opiekuńczością, troską, „mądrością” (gdy ktoś wie lepiej). Czasem zaczyna się niewinnie – troską. „Kochanie ubierz się cieplej a nie w tą miniówkę, bo się przeziębisz. Zawiozę Cię, bo lepiej prowadzę ( w domyśle – będę wiedzieć gdzie jesteś i z kim). Po co masz się włóczyć po nocy po barach/kawiarniach żeby spotkać się z koleżankami? Masz przecież dom. Tu jest cicho, spokojnie, bezpiecznie i pogadacie sobie swobodnie. (Taaa, a ja za ścianą sobie posłucham. I przy okazji nie poznasz kogoś lepszego ode mnie…). Ależ oczywiście, że Ci ufam, ale po co masz wychodzić sama/ ze znajomymi skoro jestem ja. Ludzie w związku wychodzą zawsze razem. (I co z tego, że ja na piwo z kolegami to idę sam? A poza tym już ja Cię popilnuję, bo jeszcze kogoś lepszego poznasz…). I przykłady takie można mnożyć. W wersji hard core wygląda to tak: Wybieraj ja albo koleżanki. Kobieta w związku nie potrzebuje się malować/ ubierać kobieco (czyli w: sukienki, spódnice, szorty, legginsy, bluzki z dekoltem) chyba, że dla mnie w domu. I znów w domyśle: Ja na to poleciałem, poleci i inny. A Tobie nie ufam. Ale zapytany o zaufanie. Ja Ci nie ufam?! Co Ty wymyślasz? Skąd Ci to przyszło do głowy?!!! I tak to zwykle wygląda. Teraz do kobiet: granice związku ustalamy na początku. Zaborczy mężczyzna wykorzysta okres zauroczenia, pierwszego zakochania żeby ustalić je tak jak jemu pasuje. A większość z nas, kobiet nie pomyśli żeby się przeciwstawić. Potem jest to już o wiele trudniejsze. W skrajnych przypadkach kończy się albo całkowitym „ubezwłasnowolnieniem” czyli posłuszeństwem wobec Pana i Władcy lub rozstaniem zainicjowanym przez kobietę. „Bo to zła kobieta była… (oczywiście zapożyczyłam ten zwrot) a ja dla niej przecież wszystko…” Wszystko bywa zwykle nic mówię Wam z doświadczenia. A teraz do mężczyzn: kobieta jest istotą wolną (jak byk stoi w Konstytucji!). Jeśli kochasz – ufaj. Jeśli masz podstawy do nieufności – odpuść. Prosto i konkretnie jak lubicie. A teraz dla Was Kochani Mężczyźni krótka bajeczka na dobranoc. Wszak w każdym Mężczyźnie drzemie dziecko. Pewien chłopiec zobaczył pięknego ptaszka na swoim parapecie. Nikt nie miał takiego. Zaczął zostawiać mu zboże, wodę. Ptak przylatywał na jego okno jednak posiliwszy się trochę odlatywał na drzewo. Chłopcu wciąż było zbyt mało jego widoku, obecności. Ale zauważył, że z czasem ptak jest coraz mniej czujny i dłużej przebywa na parapecie. Obserwował go z ukrycia. Zaczął zostawiać okno otwarte na oścież i to wewnątrz swojego pokoju, na parapecie rozrzucał karmę. Ptak zaczął wchodzić do jego pokoju. Jednak ciągle jeszcze szybko uciekał. Wystarczył szmer. Chłopiec do perfekcji opanował obserwację ptaka w bezruchu, a ten coraz pewniej czuł się w jego pokoju. Już nawet wlatywał do jego wnętrza. Przyszedł taki dzień, gdy ptak zajadał karmę na środku pokoju. Chłopiec wykorzystał rozkojarzenie ptaka i zamknął okno. Na początku ptak kołował po pokoju, zderzał się z szybą jednak zmęczenie dało o sobie znać. Po jakimś czasie ptak przyzwyczaił się do obecności chłopca, jadł mu z ręki. Jednak przesiadywał na parapecie. Tęsknie wpatrując się w świat za szybą. Chłopiec był szczęśliwy, że ptak jest jego. I w gruncie rzeczy był dla niego bardzo dobry. Podtykał mu pod dziób najlepsze karmy. Ojj tak, nie szczędził pieniędzy z kieszonkowego na karmę dla ptaka. Chłopca odwiedził kolega. Poszedł, więc on po coś do picia i ciastka. Kolega otworzył okno, gdyż w pokoju było mu zbyt ciepło. Ptak jakby na to czekał. Wyleciał przez okno. I tyle go widzieli. Zostawił chłopca ze złamanym sercem. Bo on ptaszka szczerze kochał. I dbał o niego jak potrafił. Nie rozumiał jednak, że ptak potrzebuje wolności. Myślał, że miłość mu wystarczy. I teraz morał: Bez względu na dobra, jakimi obdarujesz swoją kobietę, ogromu miłości w Twoim sercu daj jej dwa ważniejsze skarby: zaufanie i możliwość decydowania o sobie. Kochająca kobieta nawet nie pomyśli o innym mężczyźnie. Niech będzie przystojniejszy, bogatszy, mądrzejszy. Jeśli Cię naprawdę kocha zawsze do Ciebie wróci ze swoich mniejszych i większych wyjść. A jeśli zamkniesz ją w złotej klatce swojego domu ucieknie. Może jeszcze nie dziś i nie jutro. Jednak ucieknie od Ciebie ze łzami w oczach. Pomimo miłości. Desperacko i ostatecznie. I tyle ją będziesz widział.
Komentarze
Prześlij komentarz