Umarł król? Niech żyje król! Dlaczego to nie działa w przyjaźni człowiek

Jak Wy radziliście sobie w podobnej  sytuacji?

Chyba nie jest ze mną tak źle skoro coś mnie w tym świecie jeszcze zadziwia. Inna sprawa, że nie zawsze ma to oddźwięk pozytywny... Wczoraj pisałam że w moim życiu pojawił się nowy mężczyzna – Milek :) Dziś chcę cofnąć się w przeszłość. Ale niezbyt daleko. Jedynie o 5 miesięcy. Ten blog jeszcze nie istniał. I tak zupełnie szczerze. Nawet nie myślałam, że powstanie. Na głowie miałam coś zupełnie innego. Zachorował jeden z moich największych przyjaciół. Znaliśmy się przeszło 13 lat. A jest to w tym momencie więcej niż połowa mojego życia. I prawie całe jego. Choroba przyszła z dnia na dzień. Niedługo po jego urodzinach. A miał na imię Miki. Pewnie się domyślacie, że chodzi o pieska. Mikuś był bardzo mądry. Był wierny. To w niego wtulałam się, gdy było naprawdę źle. I gdy było dobrze. Niewiele było dni, które spędziliśmy osobno. Choroba Mikiego postępowała tak szybko, że jedyne co mogłam zrobić to niwelować niewygody, aby cierpienie było mniejsze. I być. Po prostu być. Oraz modlić się o cud. Niestety nie nadszedł. W ciągu kilku dni straciłam Przyjaciela. I teraz do meritum. Już trzeci dzień jestem szczęśliwa. I to jak! Dzięki Milusiowi. Nie znaczy to jednak, że zapełni on pustkę w moim sercu. Ukoi ból i tęsknotę. Nie. Wiem, że on również będzie moim Przyjacielem. Przez duże P. Jednak nie da się ustawić na szali tych przyjaźni. Tak jak nie można kochać dwóch osób tak samo. W ten sam sposób. Trzeba pogodzić się ze stratą. Trzeba żyć dalej. Choć to nie zawsze jest takie łatwe. Ktoś kto nie poczuł takiej więzi ze zwierzęciem nie zrozumie czym jest śmierć pupila. Nie da się tego zresztą porównać. Bo nie ma dwóch takich samych osób. Strata zawsze pozostanie strata. Od nas tylko zależy jak ją przyjmiemy. Czy zamkniemy się na świat czy spróbujemy znów kogoś pokochać.

Komentarze

Popularne posty