Podróż w głąb siebie.
Marzy mi się jakaś większa ilość komentarzy. A nawet wymiana swoich doświadczeń, zapatrywań - dyskusja :)

Kochani!
Nie jest to łatwe, a nieraz nawet nie do końca przyjemne jednak czasem trzeba ją odbyć. Podróż w głąb siebie. To czasem jedyny sposób, aby podjąć właściwą decyzję. Bo taką podróż odbywamy właśnie wtedy, gdy jesteśmy na rozdrożu. Kolejnym rozdrożu w swoim życiu. I nie ma co liczyć, że ostatnim. Jednak nie wybiegajmy aż tak daleko w przyszłość. W naszej ekspedycji chodzi właśnie o to, aby zatrzymać się w czasie teraźniejszym. W tej właśnie chwili. Co jest Ci potrzebne? Czas i cisza. Lub tylko odosobnienie. Na jakiś czas najlepiej abyś znalazł/ła się z dala od ciągle dzwoniących telefonów, komunikatorów internetowych, telewizji. A nawet ludzi. To tylko Twój czas. Nie wykorzystasz go właściwie, jeśli nie wyeliminujesz szumu informacyjnego wokół siebie. On nie pozwoli Ci się skupić. Jeśli nie odetniesz się od wszystkiego, to lepiej od razu sobie odpuść. I tak wszystko na marne.
Przyjmijmy jednak, że z wielkim trudem wydarłaś/eś dla siebie chwilę. Masz przed sobą trudną decyzję, która pociągnie za sobą konsekwencje w przyszłości. Bo nie oszukujmy się -każda nasza decyzja kreuje naszą przyszłość. I cokolwiek postanowisz to zbierzesz tego plon. Zarówno ten pozytywny, jak i negatywny. Mi jednak nie chodzi o zmartwienie Cię. Uświadamiam Ci tylko to, co nieuniknione. Teraz Twoją jedyną misją jest: podjęcie decyzji, która zapewni Ci spokój wewnętrzny. Bo będzie ona zgodna z Twoimi przekonaniami, celami, marzeniami, przeświadczeniami. I uczuciami. I nie chodzi mi nawet o tak wzniosłe jak miłość. Bardziej o przeświadczenie, że postępujesz właściwie. I że torujesz sobie drogę we właściwym kierunku. Choć nie jest to najczęściej uczęszczany i najbezpieczniejszy trakt. To, co jest zbyt łatwe rzadko przynosi wielką radość. Najwyżej przelotne zadowolenie.
Ale wracając: jesteś sam/a ze swoimi myślami. Może siedzisz bezczynnie, może coś robisz bo tak łatwiej Ci się myśli. Każdy z nas ma swój własny sposób. Wsłuchaj się w siebie. Pomyśl, gdzie widzisz siebie za 10 lat. Gdy się już, co do tego upewnisz zapytaj siebie: w jaki sposób to osiągnę? Co mnie, choć odrobinkę do tego przybliży?
I właściwie masz już odpowiedź na swoje pytanie. Pozostaje Ci tylko jedno. Konsekwencja. Żelazny upór, który niektórzy nazwą głupotą. Powiedzą Ci, że marnujesz swój czas, bo to nierealne. Jednak Ty wiesz lepiej. Czego chcesz i jak to osiągnąć.Trwaj przy swoich decyzjach. Jednak z dozą elastyczności. Rozważaj, co prędzej zaprowadzi Cię na Twój własny szczyt. Nie musi to być od razu Mount Everest. Nieważne. Grunt, że marzysz, aby tam być…
Powodzenia!
warto mieć marzenia....
OdpowiedzUsuńJa teraz chyba jestem na takim rozdrożu... Tak jak mówisz, najlepiej wsłuchać się w siebie w ciszy... mnie bardzo przeszkadzają zbędne tłumy (nawet jednoosobowe :P), które zagluszaja moje myśli.
OdpowiedzUsuńJa również marzę o jakimś choćby małym sukcesie ruchu na blogu :)
Co do osobistego Mount Everest, zgadzam sie -uparcie dążyć do celu!