A PO PIĄTE NIE ZABIJAJ

Krótkie opowiadanie napisane kilka lat temu. Temat jest jednak ponadczasowy...

20.10.2014 010.jpg

Był szary poniedziałkowy ranek. Ewa właśnie wstała i zaczęła szykować się do drogi. Po 45 minutach stała już na przystanku i czekała na swój autobus. Dochodziła siódma, gdy zajęła swoje miejsce przy oknie. Dziewczyna myślała o ostatnich miesiącach. Nawet nie spostrzegła się, gdy z jej policzków spłynęły łzy. Nie takie zwykłe, lecz przepełnione bólem i dające ulgę. Był to najgorszy rodzaj łez. Łzy bezsilności. To właśnie było najgorsze – nic nie mogła zrobić. Ona taka silna i samodzielna, opiekująca się młodszym bratem, gdy matka nie wracała na noc do domu. Nawet, gdy nie było jej kilka dni… To ona wtedy wstawała wcześniej, ubierała małego Tomka, robiła mu śniadanie i odprowadzała do szkoły. I to ona pracowała całe wakacje, aby zarobić na życie. Bo tylko na siebie mogła liczyć. Jej ojciec nie żył już kilka lat, matka załamała się i wpadła w alkoholizm. Wszystko przestało mieć dla niej znaczenie. Włącznie z dziećmi. Dziś lata, gdy byli jeszcze pełną rodziną Ewa wspomina z nostalgią. Były to najlepsze lata jej życia. A teraz była już tylko szara rzeczywistość pełna problemów i goryczy dnia codziennego. I choć była nad wiek dorosła to i jej zdarzały się chwile zwątpienia. Taka chwila właśnie trwała. Lawina myśli przepełniała jej świat. Jeszcze niedawno była taka silna i dzielna a teraz nie potrafi poradzić sobie z samą sobą. Wciąż klatka po klatce odtwarzała ten feralny dzień. Był poniedziałek 25 września,. Na niebie toczyła się walka żywiołów, ciągle grzmiało i błyskało. Zanosiło się na niebezpieczna burzę. No cóż, takie są uroki ocieplenia klimatu – ciągłe burze i wichury. Ewa, jak co dzień na pierwszej lekcji miała język polski. Chciała się zgłosić i poprawić ostatnią dwóję ze sprawdzianu. Do tego jednak nie doszło, a teraz nie to było najważniejsze. Teraz na pierwszym miejscu stała walka z własnym organizmem. W tamten poniedziałek zawalił się jej cały świat. Choć już dawno nie był poukładany i mogłoby się wydawać, że już gorzej być nie może. A jednak mogło… Wspomnienia wciskały się w myśli, domagały się ciągłego odtwarzania. Ewa znów stała przed panią Żywicką i próbowała przypomnieć sobie co właściwie kryje się pod terminem epikureizm. A potem… niewiele już pamiętała. W zwolnionym tempie widziała siebie upadającą na podłogę, a później szpital gdzie tkwiła pod szczelną siecią kroplówek. Lekarz był młody i bardzo miły. Obiecał poddać ją szczegółowym badaniom i jak najszybciej dowiedzieć się, co spowodowało omdlenie. Przez następne kilka dni jeździła od szpitala do szpitala. Przebadało ją wielu specjalistów. Od kiedy choroba dała o sobie znać matka nie wypiła ani kropli alkoholu. W czwartek były wyniki. Nieodwołalne i straszne w konsekwencjach. Lekarze byli zgodni: Ewa ma nowotwór. Ziarnicę złośliwą. Musi jak najszybciej poddać się leczeniu w okolicznej Klinice Onkologii. To był wyrok. Ewa widziała już nad sobą widmo chemioterapii, a nawet śmierci. Powooolnej i bolesnej. Nowotwór. To słowo słyszała Ewa w swojej głowie. Nowotwór. Brzmiało oskarżycielsko. Cały świat dziewiętnastolatki runął. Nie było już nic. Tylko pustka… Jedynym pozytywnym aspektem tej choroby była odmiana matki. Już zaczynała przypominać tą dawną, pełną życia i opiekuńczą mamusię. Z lat dzieciństwa. Ale czy warto płacić taką cenę? Czy tylko jej śmierć jest warta takiego przełomu? A może to potrwa tylko kilka dni, a później wszystko się zmieni? Na gorsze oczywiście, bo Ewa w szczęście przestała wierzyć już dawno temu. Widocznie swój limit szczęścia już zupełnie wyczerpała. Z rozmyślań wyrwał ją odgłos zatrzymującego się autobusu. Właśnie dojechała do celu swojej podróży. Głównej Kliniki Onkologii. Następne dni mijały bezpowrotnie. Czas wlókł się niesamowicie wolno. Dziesiątki badań, garści połykanych leków i w końcu najgorsze. Pierwsza chemia. Ewa świat widziała rozmazany, pozbawiony barw i ostrości. Każdy dzień był podobny, przynosił ból. Dziewczyna była apatyczna i obojętna na swój los. Nie cieszyły jej częste odwiedziny matki i brata, nie umiała dogadać się z sąsiadkami z sali. Wszystko ją denerwowało i wyprowadzało z równowagi. Po którejś z kolei chemioterapii nie wytrzymała, na własne życzenie wypisała się ze szpitala i przerwała leczenie. Nie miała na to sił i chciała jak najszybciej skończyć swoją gehennę. Nie widziała przed sobą innej możliwości. Pragnęła tylko jak najszybszego zakończenia cierpienia. Ze szpitala pojechała na dworzec centralny. Tam spotkała chłopaka, który zaofiarował jej nocleg. Przedstawił się jako Mateusz, ale trudno powiedzieć jak naprawdę się nazywał. A zresztą, czy to ważne? Teraz wszystko, cały świat Ewy obleczony był poświatą bezsensowności i beznadziejności. Jak okazało się Mateusz był narkomanem, zwykłym zniszczonym przez nałóg człowiekiem bez przyszłości. Chyba, że przyszłością można nazwać ostateczny ,,złoty strzał”- śmierć narkomana spowodowana przedawkowaniem i skrajnym wyniszczeniem organizmu. To od niego Ewa dostała pierwszego skręta, zwykłą trawkę, która jak mówił miała pomóc się jej wyluzować i odlecieć. Bez przekonania i z obojętnością pozwoliła by narkotyk odurzył ją, pozwolił o wszystkim zapomnieć. Ze zwykłej trawki Ewa przeszła na kokainę, nie zwracając uwagi na ciągle powiększające się wyczerpanie organizmu. Niewiele pamiętała z następnych dni, jedna dawka goniła drugą. Ewa potrzebowała coraz więcej, a Mateusz zaczął namawiać ją aby ,,zapracowała” na kolejne porcje narkotyku. Ewa nie zgodziła się na to, gdzieś na dnie jej umysłu nadal żyły wpajane przez lata priorytety. Nie, na to sobie nie może pozwolić. Nie mając innego wyjścia uciekła z mieszkania Mateusza i postanowiła wrócić do domu. Na miękkich nogach, ostatkiem sił doszła do domu. Na progu zemdlała. Matka wniosła ją do pokoju, położyła na łóżku i wezwała lekarza. Testy nie pozostawiały wątpliwości, co do trybu życia jaki ostatnio prowadziła. Ewę skierowano do Monaru, gdzie przydzielono jej opiekuna i usiłowano wyrwać ze szpon nałogu. Nie na wiele się to zdało. Ewa uciekła z ośrodka po kilku dniach. Nie umiała pokonać siły, która ciągnęła ją ku kolejnej działce. Tym razem Ewę zgarnęła policja. Funkcjonariusze znaleźli ją ze strzykawką w żyle w miejskiej ubikacji. Ewa już więcej nie uciekała. Podano ją detoksowi i wznowiono leczenie. Na razie nie mogło być mowy o chemii, gdyż organizm Ewy był zbyt wyniszczony przez narkotyki. Z bezwładnej plątaniny pamięci Ewy zaczęły wyłaniać się pojedyncze obrazy, powróciło pierwsze wspomnienie i to ono nękało ją. Przypomniała sobie, kobietę spotkaną na dworcu. Jej twarz była przeraźliwie blada, była wrakiem człowieka. Oczami bez wyrazu spojrzała na Ewę. Zaczęła histerycznie płakać i zalewając się łzami krzyczała. Uciekaj! Dla mnie już za późno, ja niedługo umrę. Zaczynałam tak jak ty, a potem było coraz gorzej. Ja umieram z własnej i nieprzymuszonej woli. Zabił mnie zwykły biały proszek. Uciekaj! Póki jeszcze żyje twój umysł. Uciekaj! Nie zabijaj siebie! Nie zabijaj! Te słowa skierowane były pod jej adresem, to nie ulegało wątpliwości. Teraz widok tej narkomanki pozwalał jej walczyć, pozwalał żyć.
Ewa podjęła walkę o swoje istnienie. Od wielu lat nie sięgnęła po narkotyk. Wyjechała ze swojego miasta. Teraz mieszka nad morzem. Leczy rany duszy. Jej choroba cofnęła się, ale ma świadomość, że zawsze może wrócić. Po tym jak lekarze przekazali jej radosną nowinę Ewa poszła do kościoła. Po tylu latach powróciła do Boga. Kazanie poświęcone było piątemu przykazaniu dekalogu. Nie zabijaj. Z oczu Ewy popłynęły łzy. Nie zabijaj siebie, ani innych. Nie zabijaj swojej matki pozwól jej skończyć z alkoholem. Nie zabijaj siebie, to Bóg decyduje o twoim życiu. Nie baw się w Boga. Nie zabijaj.
Następnego ranka Ewa kupiła gazetę – tego dnia dołączono dodatek dotyczący wyższych uczelni. Machinalnie przewracając strony trafiła na artykuł o śmierci kolejnej ofiary zwykłego białego proszku. Jej uwagę przywołało nazwisko zmarłego. Mateusz Suchawski. Ja nie skończę tak jak ty wyszeptała. Nie zabiję siebie, pozwolę aby każdy dzień przynosił niewiadomą. Nie zabiję siebie – jeszcze z tymi słowami na ustach Ewa poczuła od dawna wyczekiwany spokój.


Komentarze

Popularne posty